sobota, 19 listopada 2011

"Części Intymne"


Izabela Sowa znana jest przede wszystkim z owocowej trylogii dla kobiet. Tym razem jednak pokazała się w zupełnie innej „roli”. Moim zdaniem, poradziła sobie z tematem znakomicie.
Chyba każdy czytelnik zastanawia się czasami jak by to było zostać pisarzem? Jak cały pisarski warsztat, spotkania autorskie wyglądają z tej drugiej strony? O tym wszystkim napisała Izabela Sowa w swojej najnowszej powieści „Części Intymne”.

Janusz – główny bohater – jest autorem bestsellerowych powieści. Zdobył sławę przez przypadek, napisał książkę, aby wygrać zakład z kolegami z pracy. Nieoczekiwanie zakład wygrał i przy okazji napisał kolejne równie dobre powieści. Jego agent dbając o sławę pisarza zorganizował trasę promującą autora, poprzez spotkania z czytelnikami. Januszowi nie jest łatwo zostawić swój czerwony fotel w Dużym Pokoju, ale podejmuje wyzwanie i wyrusza. Spotyka ludzi w różnym wieku i z zupełnie odmiennych środowisk, łączy ich jedynie fakt, że czytają jego książki. Odpowiadając na pytania, poznaje nie tylko siebie samego, ale także różne historie opowiedziane przez zwykłych ludzi a napisane przez samo życie. Dostrzega to, co do tej pory było niewidzialne. Zaczyna rozumieć kwestie, nad którymi nigdy się nie zastanawiał … dociera w głąb samego siebie, poznając się od nowa.

Z lekką dozą humoru i ironii autorka wplata w opowieść wątki związane z wydawniczym światkiem. Temat pisarstwa, tworzenia książki, spotkań z czytelnikami jest traktowany lekko, a jednocześnie bardzo szczerze, momentami powiedziałabym, że zbyt szczerze, ale jednak wszystko okraszone jest dawką zdrowego podejścia do tematu z inteligentnym poczuciem humoru. Niejako przy okazji wkracza do akcji także małomiasteczkowa rzeczywistość, którą w lekko karykaturalny sposób przedstawia autorka, co jednak wcale nie przeszkadza, a wręcz przeciwnie urzeka i momentami lekko rozśmiesza.  


Nie sądziłam, że w jednej małej, zupełnie niepozornej książce można znaleźć tak wiele. Tej książki się nie czyta, ją się po prostu połyka w całości. Wzbudza bardzo sympatyczną mieszankę emocji, od uśmiechu do zamyślenia, od chwil zastanowienia do beztroskiego poddawania się lekturze. Mnie osobiście ogarniało bardzo dziwne, aczkolwiek miłe poczucie wielkiego zainteresowania i niebywałej sympatii do głównego bohatera. Powinnam go nie lubić, a jednak … będę chyba nawet za nim troszkę tęskniła.
 

6 komentarzy:

  1. Bardzo, bardzo lubię książki Pani Sowy. A ostatnie kilka zdań recenzji utwierdza mnie jedynie w przekonaniu, że muszę mieć i tę!
    Dziękuję za recenzję!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tytuł intryguje, a humor tylko jeszcze bardziej zachęca do lektury :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wydaje mi się, że to nadal ta sama Izabela Sowa. Z przyjemnością chrupałam owoce i herbatniki, tym bardziej połknę książkę dotykającą książek.

    OdpowiedzUsuń
  4. Puk puk ;) Odezwij się czasem do mnie ;(

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podoba mi się sam pomysł książki. Także "wykonanie" wydaje się być ciekawe. Tylko ten tytuł jakiś taki intrygująco-odstraszający... :)

    OdpowiedzUsuń