Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 2012. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 czerwca 2012

Być kobietą ....


Nie jestem fanką kina, zdecydowanie wolę słowo pisane. Nie mniej jednak bardzo lubię poznawać historie ciekawych ludzi. Bardzo mile zaskoczyła mnie książka Wydawnictwa Krytyki Politycznej, gdzie główną rolę odgrywa Małgorzata Szumowska. Chyba każdemu obiło się kiedyś o uszy wspomniane nazwisko. Nie każdy jednak wie, jak ciekawą osobą jest wspomniana Pani. 

Postać Małgorzaty Szumowskiej zbliża w wywiadzie spisanym w formie książki Agnieszka Wiśniewska. Bardzo podobała mi się zarówno sama forma jak i treść. Zawsze odnosiłam wrażenie, że ludzie z tzw. dużego świata kultury i sztuki kreują się na doskonałości i indywidualności. Już po kilkunastu stronach wiedziałam, że strasznie się mylę biorąc pod uwagę Małgorzatę Szumowską. Opowiada o sobie jak o zwykłej kobiecie, bez zbędnego koloryzowania i dopieszczania szczegółów. Jest tak naturalna, że aż trudno uwierzyć w Jej słowa. Język, jakim się posługuje jest dość pospolity, przez co odnosiłam wrażenie, jakbym podsłuchiwała rozmowę obu pań. Nie ukrywam sprawiało mi to dziką radość, a momentami budziło ciekawość, uśmiech a nawet zażenowanie. 

Poza samą postacią Pani reżyser, szczegółami z jej życia osobistego i zawodowego w książce poruszane są także tematy z zakresu polityki, podróży, przyjaźni, kościoła, wiary, miłości, seksu. Nie zawiało nudą, ani przemądrzaniem się. Wręcz przeciwnie z całości bije wręcz po oczach mądrość życiowa, doświadczenie i pokora. Jakby tego było mało, jako deser czytelnik otrzymuje w samym środku zdjęcia, które niejako podkreślają prawdziwość całej historii, sprawiając, że jeszcze bardziej można wczuć się w poszczególne historie i sytuacje.

Codziennie możemy posłuchać, poczytać wywiadów zarówno w telewizji, w radio jak i w prasie codziennej. Jednak niezbyt często mamy do czynienia z tak wielką klasą, jaką pokazała Małgorzata Szumowska. Wcale nie trzeba zakładać masek, kreować sztucznie swojej codzienności żeby zaistnieć i być kimś cenionym. Wystarczy być sobą i kierować się w życiu zasadami. 

Podkreślę po raz kolejny, jestem bardzo mile zaskoczona książką „Szumowska. Kino to szkoła przetrwania”. Takie kobiety jak Ona powinny mówić o sobie głośno, a wszystkie inne powinny słuchać i czerpać z ich doświadczenia garściami, dziękując, że za darmo dzielą się swoimi przemyśleniami. 



Polecam nie tylko wielbicielom kina i samej Wielkiej Szu, ale także wszystkim tym, którzy cenią i lubią mądrych ludzi. Warto, zdecydowanie warto!


--------------------------------------------------- 

Nie było mnie jakiś czas ... ale tak bywa czasami, że potrzebujemy czasu na oddech na odpoczynek. Są wydarzenia na które nie mamy absolutnie żadnego wpływu ..... Od jutra podobno ma wreszcie nadejść prawdziwe lato, mam nadzieję, że tak właśnie będzie .... że napełni optymizmem także mnie. Dziękuję, że pamiętaliście o mnie, dziękuję za meile i ciepłe słowa :)

wtorek, 17 kwietnia 2012

"100 czystych stron"


Kierownik żłobka, piosenkarz z zawodu nauczyciel a z zamiłowania powieściopisarz. Zrezygnował z pracy, aby oddać się swojej pasji – Cyril Massarotto. Nie wiem, jakim był kierownikiem, ale to jakim jest pisarzem pozwala mi sądzić, że dobrze zrobił. Mam ogromną nadzieję, że dzieci za nim nie płakały, a dzięki temu my czytelnicy możemy rozkoszować się słowem pisanym Cyrila. 

Mówiąc o spadku najczęściej mamy przed oczami wielką fortunę lub przynajmniej pokaźny dom. Tego też mniej lub bardziej spodziewał się bohater powieści „100 czystych stron”. A otrzymał …. no cóż, dość nietypową niespodziankę po dziadku, w postaci zeszytu. Jakby tego było mało, zeszyt okazał się pustymi, niczym niezapisanymi białymi kartkami papieru. Chyba każdy jest w stanie wyobrazić sobie zdziwienie wnuka, zważając na fakt, że jego siostry otrzymały sporo więcej. 

Po kilku dniach jednak tajemniczy zeszyt nabiera wartości. Dzięki kolejnym stronom można przenosić się do przeszłości i rozkoszować się wspaniałymi wspomnieniami. Nie mniej jednak stron i tym samym wspomnień jest tylko, albo aż 100. 

Rewelacja. Nie sądzicie? Ja tak właśnie pomyślałam. Pojawia się jednak ale …. które autor skrzętnie przemyca miedzy stronami. Nie można przecież żyć samą przeszłością. Trzeba umieć korzystać także z tego, co podaje nam teraźniejszość i budować dzięki temu swoją przyszłość. Owszem wspomnienia bywają piękne, ale trzeba sobie na nie najpierw zapracować. 

Urzekła mnie historia przedstawiona przez Cyrila Massarotto. Spędziłam dzięki niemu i z jego bohaterami wspaniałe kilka godzin przepełnione marzeniami i wspomnieniami. Gdybym tylko miała taką możliwość i znałabym język francuski chętnie osobiście podziękowałabym autorowi za tak życiową i wspaniałą opowieść. Bywały momenty banalne, ale to wcale nie zmienia faktu, że na długo zapamiętam zeszyt o 100 stronach. 


Z całych sił chciałabym polecić tę książkę wszystkim czytelnikom. Nie wiem sama, jakich słów użyć, aby zachęcić, a nie zniechęcić. Powiem może tylko tyle – spróbujcie a z pewnością nie pożałujecie. Takich historii jest bardzo mało na rynku wydawniczym. Takie książki powinny mieć na okładce wielkie znaki, które z daleko „ukłują” czytelnika w oko i będą gwarantem wspaniałej lektury.

sobota, 14 kwietnia 2012

Emigracyjne "dobrodziejstwa"

Emigracyjne sieroty, emigracyjne wdowy, emigracyjne rozwody …. czasami obijają się nam o uszy te i podobne określenia. Jedni je lekceważą, inni skupią na nich uwagę być może ze współczuciem, bądź z politowaniem a inni? doskonale znają smak tęsknoty, rozłąki i trudności dnia codziennego. Znają smak emigracji i wszelkich dobrych i złych stron owego zjawiska. 

Agnieszka Bednarska autorka książki „Emigracja uczuć” z pewnością doskonale zna tematykę, którą poruszyła. Sprytnie i wręcz doskonale potrafiła znaleźć się w klimatach, które funduje czytelnikowi. 

Bohaterkami są 4 przyjaciółki. Zupełnie różne od siebie, a jednak połączone tą najwspanialszą więzią, którą jest przyjaźń. Znają się od lat. Wiele razem przeszły i wiele wycierpiały. Teraz do worka swoich doświadczeń dorzucić mogą wszelkie dobre i złe strony przeżyć związanych z emigracją. 

Nie sposób jest rozpisywać się o każdej postaci z osobno. Powstałoby pewnie zupełnie niesmaczne streszczenie książki. W skrócie powiem tylko, że opowieść tych czterech fantastycznych kobiet nie jest z palca wyssana. Nie znajdzie w niej nikt niczego, co nie mogło przydarzyć się w realnym świecie. Gorycz, tęsknota, brak racjonalnych zachowań, złamane obietnice, wyrzuty sumienia aż wreszcie prawdziwa przyjaźń, miłość, ogromne przywiązanie, siła i wytrwałość to uczucia i emocje, którymi ta książka jest przepełniona. 
„Emigracja uczuć” wywarła na mnie ogromne wrażenie. Dzięki niej dostrzegłam to, na co do tej pory byłam ślepa. Być może niektóre momenty w książce są zbyt wyjaskrawione …. ale nie sądzę, żeby tak było. Mam wrażenie, że to moja wyobraźnia tak właśnie mi podpowiadała, bowiem obawiała się tego ogromnego strachu, który podczas czytania był moim wiernym towarzyszem. 



Kto powinien sięgnąć po tę książkę? Przede wszystkim emigracyjne wdowy. Ku przestrodze i aby nabrać sił …. I odwagi w podejmowaniu tej ostatecznej decyzji. Wszyscy Ci, którzy zazdroszczą tym pracującym poza granicami Polski …. Ci, którzy sądzą, że te zarobione tam ciężko pieniądze wynagradzają wszystko. Aż wreszcie Ci, którzy są najnormalniej w świecie ciekawi, co też debiutująca młoda pisarka ma do powiedzenia czytelnikom.

środa, 11 kwietnia 2012

Wyścig z czasem


Matka jest w stanie poświęcić, zrobić wszystko albo jeszcze więcej dla swojego dziecka. Nie ma piękniejszego i silniejszego uczucia od miłości macierzyńskiej. Wie o tym każda matka i z pewnością nie zaprzeczy moim słowom. O miłości macierzyńskiej napisano już bardzo wiele książek. Ten temat poruszyła także Diane Chamberlain w swojej książce pt „Szansa na życie”. 

Janine jest mamą ośmioletniej Sophie. W przeszłości wcale nie należała do grzecznych dziewczynek. Nie mniej jednak ciąża i narodziny córki zmieniły jej patrzenie na świat. Kolejnym, bardzo ciężkim doświadczeniem była wiadomość o tym, że nerki Sophie nie działają poprawnie. Od tej chwili życie rodzinne wywraca się do góry nogami. Metody tradycyjne zaczynają zawodzić. Kolejni lekarze coraz częściej rozkładają ręce, gasząc jednocześnie światełko nadziei. Jako ostatnią szansę Janine traktuje eksperymentalna metodę leczenia. Wbrew całej rodzinie zgłasza swoją córkę do „projektu”. Sophie po kilkunastu terapiach coraz lepiej się czuje i wreszcie zaczyna żyć tak jak inne ośmiolatki.
Janine chciałaby, aby jej córka w miarę możliwości mogła normalnie funkcjonować, aby choroba jak najmniej odbiła się na dzieciństwie, przyjaźniach i najzwyklejszej codzienności. Postanawia, że Sophie pojedzie wraz z zastępem zuchów na weekendowy biwak …. ale nigdy nie spodziewałaby się, że z tego wyjazdu jej córeczka nie wróci …. 

Kolejne godziny i dni mijają a Janine nie wie gdzie jest Sophie, jak się czuje, co się z nią dzieje. Instynkt i matczyne serce mocno wierzy, że córka żyje. Dzięki tej wierze i sile poszukiwania ciągle trwają. Zbliża się dzień, w którym dziewczynka musi przyjąć lek a niestety nikt nie wie, gdzie jej szukać …. Rozpoczyna się dramatyczna walka z czasem, z systemem, z wiarą, z policją i z samą sobą. 

Bardzo wzruszająca jest opowieść Diane Chamberlain. Moje emocje jako kobiety, jako matki i jako człowieka sięgały bardzo wysokich pułapów. Nie mogłam powstrzymać drżenia rąk i strachu. Kolejne strony nie czytałam, a wręcz pochłaniałam chcąc jak najszybciej odnaleźć małą Sophie. Płakałam i podziwiałam Janine za jej odwagę, siłę i ogromną wiarę. Po prostu nie da się nie przeżywać tej historii całą sobą. Trzeba być przygotowaną na ogromną dawkę emocji i wielkich wzruszeń. 



Ja osobiście takie książki uwielbiam. Polecam z całych sił przede wszystkim kobietom, zarówno tym młodszym, jak i tym starszym. Każda znajdzie w tej książce wspaniałą lekcje życia o matczynej miłości i niesamowitej sile i wierze prawdziwej kobiety, która stanęła na rozstaju dróg skazana tylko na siebie. 

Niesamowita to opowieść zdecydowanie warta przeczytania i zapamiętania.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Przyjacielski odwet


Niektórzy twierdzą, iż prawdziwej przyjaźni wśród kobiet nie ma. Jeśli faktycznie tak jest to skąd wziął się pomysł na najnowszą książkę Małgorzaty Maciejewskiej pt „Zemsta”? Jeśli ktokolwiek ma wątpliwości, że faktycznie taka przyjaźń jest możliwa powinien potraktować tę książkę, jako lekturę obowiązkową. 

Dla mnie osobiście opowieść Pani Maciejewskiej była ogromnie pozytywnym zaskoczeniem. Nie sądziłam, że tak dobrze można bawić się przy czytaniu książki. Momentami miałam wrażenie jakbym oglądała niesamowicie zabawną a jednocześnie poruszającą komedię. Barwnie przedstawiona historia z doskonale wykreowanymi bohaterkami i rewelacyjnymi opisami porusza wyobraźnię i to właśnie dzięki tym zabiegom, ma się wrażenie, że „Zemstę” oglądamy, a nie czytamy. 

Życie Agaty wydaje się być niemal idealne. Zupełnie przyzwoity mąż, dwójka dorosłych dzieci, wspaniałe przyjaciółki, brak kłopotów finansowych i zdrowotnych. Chciałoby się powiedzieć bajka. Niestety to tylko pozory. Pewnego dnia Agata dowiaduje się, że jej mąż po prostu ją zdradza. Ma kochankę i dobrze się bawi, oszukując i kłamiąc najbliższych. Niestety Agata nie potrafiła sobie poradzić ze świadomością, że już nie jest najważniejszą kobietą dla swojego męża i …. popełnia samobójstwo. 

Wszyscy znajomi, bliżsi i dalsi nie wierzą w to, co się stało. Nie potrafią zrozumieć postępowania Agaty. Zagadka wydaje się być nie do rozwiązania. W tym momencie jednak przyjaciółki Agaty stają na wysokości zadania i przeprowadzają „prywatne śledztwo”. Nie mogą pogodzić się z tym, co się stało i zaczynają węszyć i szukać, aż w końcu znajdują ślady wskazujące na winę męża Agaty i jego kochanki. Wszystkie zgodnie postanawiają zemścić się na winowajcy i jego „wspólniczce”. Obydwoje na długo zapamiętają, czym może skończyć się kłamstwo i oszustwo, a przede wszystkim fakt, że skrzywdzili wspaniałą kobietę. 

Byłam i jestem pełna podziwu dla autorki, za wyobraźnię, za poczucie humoru i w sumie za sam pomysł. Takie tematy już były niejednokrotnie poruszane w książkach, ale Pani Maciejewska wykazała się niebywałymi zdolnościami tworząc opowieść śmieszną, a jednocześnie wzruszającą. Kolejne strony odkrywają coraz to nowe wydarzenia, a czytelnik znajduje się w samym ich centrum i chce w nich uczestniczyć. Ciekawość, złość, uśmiech, poczucie chęci zemsty przez całą opowieść są obecne na równym poziomie. Bardzo żałowałam, że ta książka tak szybko mi się skończyła. Chciałam jeszcze i jeszcze więcej …. Czułam się wręcz nienasycona cała opowieścią.

Dzięki „Zemście” powraca wiara w prawdziwą przyjaźń. Nie ważne jest, kim jesteś i co robisz, najważniejsze jest to, że masz na kogo liczyć, że w chwili kryzysowej wystarcza jeden telefon i można zrzucić z siebie cały ciężar. Takie znajomości są bezcenne, nie można ich przeliczyć na żadne wartości materialne. 



Drogie Panie przeczytajcie tę książkę koniecznie. Poprawa humoru gwarantowana i jakby tego było mało wzruszeń także nie zabraknie. Jako deser z pewnością pojawi się chwila, w której zastanowicie się, podobnie jak ja nad swoimi znajomościami, przyjaźniami. Taki moment zawieszenia, dzięki któremu można docenić to, co mamy. 

Moim zdaniem takie książki są nam potrzebne i jestem wręcz dumna, że autorką jest Kobieta i na dodatek Polka. Pani Małgorzato wielkie brawa : )

poniedziałek, 2 kwietnia 2012

Weekendowe szaleństwo


Przyznaję, nie jestem zbyt ostrożną osobą. Podobnie jest z moimi przyjaciółkami. Jednak po przeczytaniu książki Jaye Ford „Poza strachem” nie wyobrażam sobie wyjazdu w odludne miejsce, pozbawione telefonu i choćby kilku sąsiadów. Po tej opowieści już nic nie będzie takie samo. Mam tylko nadzieję, iż z czasem moje wielkie emocje ostygną a poczucie strachu ustąpi miejsca zdrowemu rozsądkowi i najzwyklejszej ostrożności. 

Jodie, Louise, Hannah i Corrine łączy prawdziwa przyjaźń. Kobiety znają się od kilku lat i co roku organizują sobie małe wypady, aby odpocząć od codzienności, mężów i dzieci. Tym razem było podobnie. Wielki dzień nadszedł, walizki zostały spakowane i nareszcie można wyruszyć. Tylko one cztery, wielka stodoła przerobiona na luksusowy apartament i przede wszystkim wszechogarniająca cisza i spokój. Weekend zapowiadał się wspaniale. Niestety już po drodze napotykają na trudności. Rozpędzony samochód spycha ich auto do rowu. Jakby tego było mało, znajdują na odludziu, dookoła tylko gęsty las i brak zasięgu. Cudem wzywają pomoc. W tym momencie w Jodie budzą się koszmarne wspomnienia powodując paraliżujący strach i wręcz nierealne podejrzenia. 

Wreszcie kobiety docierają do celu. Louise, Hannah i Corrine wspaniale się bawią, odpoczywają, niczym się nie przejmując. Jodie natomiast nie potrafi pozbyć się uczucia, iż są obserwowane i grozi im niebezpieczeństwo. Cały czas jest spięta i najchętniej spakowałaby walizki i wróciła do domu.  Sama nie wie, czy jej podejrzenia mają jakiekolwiek podstawy, czy to tylko jej okropne wspominania są powodem całego strachu i zamieszania.
Wielkie emocje budzi w czytelniku Jaye Ford. Koszmarny strach miesza się z przerażeniem, współczuciem i litością. Serce szaleje a autorka mimo to wcale nie zwalnia, wręcz przeciwnie, kolejne wydarzenia zaskakują tak bardzo, że aż chciałoby się zamknąć oczy, żeby nie widzieć tego, co bohaterki muszą przeżywać. Momentami miałam wrażenie, że to wszystko nigdy się nie skończy, że moje emocje nie wytrzymają i wybuchnę.  Mokre dłonie ze strachu i przerażenia utrudniają przewracanie kartek, ale strach i ciekawość stają się silniejsze od zmęczenia i przerażenia. Nie potrafiłam przestać czytać …. 


Jayne Ford debiutuje powieścią „Poza strachem” – mam wielką, ogromną nadzieję, że będę mogła jeszcze nie raz spotkać się z autorką i jej bohaterami w innych powieściach. Nawet nie chcę i nie potrafię sobie wyobrazić, co też znajdę w kolejnych jej książkach. Oby tylko na tym debiucie nie zakończyła Jayne Ford.