„Czarna woda” trzyma w napięciu od pierwszej strony! Akcja toczy się w szalonym tempie, a zakończenie jest nie do przewidzenia …. to okładkowy opis książki, który niestety w tym przypadku zupełnie nie jest prawdziwy, albo po prostu ja dostałam inna książkę :)
Kryminał wg mnie to książka, którą się wchłania albo ona sama wchłania czytelnika, trzyma w napięciu i strony uciekają w zastraszająco szybkim tempie, a czytelnik siedzi z „poobgryzanymi” paznokciami. Niestety Pani Attica Locke nie dała rady w tym gatunku. Z zawodu jest scenarzystką filmową i być może byłby z tego całkiem niezły film, ale książka nie udała się.
Lata osiemdziesiąte Teksas – w tym okresie umiejscowiona jest akcja?! powieści. Poznajemy Jaya Portera prawnika na dorobku, żonatego i oczekującego dziecka. Postanawia nareszcie zaskoczyć swoją żonę i zaprasza ją na „przejażdżkę w blasku księżyca” wynajęta łodzią. Ma to stanowić niespodziankę dla żony i plan jak najbardziej można zaliczyć do udanych, gdyby nie to, że w czasie romantycznego wieczoru spotyka ich totalna niespodzianka, której nikt wcześniej nie zaplanował. Poprzez ten jeden wieczór spokojne życie Jaya nabiera prędkości i staje się dość niebezpieczne. Sam bohater stara się jak może i robi, co może – natomiast jego kreacja jest dla mnie sztucznie przeprowadzona i wcale nie czuje się do niego sympatii.
Sam pomysł na fabułę jak najbardziej fajny wplątane są także w akcję inne ciekawe osoby typu call-girl oraz pani burmistrzowa - dawna miłość głównego bohatera, ciemne i „jasne” charakterki, które miały dodać smaczku całej historii. Wszystko może i miałoby jakiś smak gdyby nie pomysł autorki na wplątanie całej opowieści w zamieszki polityczne i strajki czarnoskórych walczących o swoje prawa. Momentami miałam wrażenie, że ja nie czytam kryminału tylko jakiś reportaż o strajkach, walce i dziwnych zamieszkach. Poprzez zbyt, moim zdaniem, szczegółowe opisy miejsc, sytuacji i zdarzeń związanych nie z samą akcją a właśnie z zamieszkami i teoriami politycznymi, autorka sama zepsuła swoją książkę, która stała się nudna i strasznie nużąca.
Jedno, co mnie urzekło w tej książce to jej okładka. Wydawnictwo pięknie oprawiło tę historię. Dotykamy czegoś, co przypomina teksturę zamszu, wypukłe literki dodają temu jeszcze więcej uroku a kolory sprawiają, że z pewnością nikt nie przejdzie obojętnie obok tej książki.
Zawiodłam się, spodziewałam się opowieści, która pochłonie mnie bez reszty, a otrzymałam coś zupełnie innego. Mimo wszystko może to tylko moje subiektywne odczucie i ktoś inny odkryje w tej książce wspaniałą i porywającą historię, która mnie ominęła.
Książkę zrecenzowałam dzięki serwisowi na kanapie



