Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nakanapie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nakanapie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 lutego 2011

Męcząca woda ;)


„Czarna woda” trzyma w napięciu od pierwszej strony! Akcja toczy się w szalonym tempie, a zakończenie jest nie do przewidzenia …. to okładkowy opis książki, który niestety w tym przypadku zupełnie nie jest prawdziwy, albo po prostu ja dostałam inna książkę  :)

Kryminał wg mnie to książka, którą się wchłania albo ona sama wchłania czytelnika, trzyma w napięciu i strony uciekają w zastraszająco szybkim tempie, a czytelnik siedzi z „poobgryzanymi” paznokciami. Niestety Pani Attica Locke nie dała rady w tym gatunku. Z zawodu jest scenarzystką filmową i być może byłby z tego całkiem niezły film, ale książka nie udała się. 

Lata osiemdziesiąte Teksas – w tym okresie umiejscowiona jest akcja?! powieści. Poznajemy Jaya Portera prawnika na dorobku, żonatego i oczekującego dziecka. Postanawia nareszcie zaskoczyć swoją żonę i zaprasza ją na „przejażdżkę w blasku księżyca” wynajęta łodzią. Ma to stanowić niespodziankę dla żony i plan jak najbardziej można zaliczyć do udanych, gdyby nie to, że w czasie romantycznego wieczoru spotyka ich totalna niespodzianka, której nikt wcześniej nie zaplanował. Poprzez ten jeden wieczór spokojne życie Jaya nabiera prędkości i staje się dość niebezpieczne. Sam bohater stara się jak może i robi, co może – natomiast jego kreacja jest dla mnie sztucznie przeprowadzona i wcale nie czuje się do niego sympatii.
Sam pomysł na fabułę jak najbardziej fajny wplątane są także w akcję inne ciekawe osoby typu call-girl oraz pani burmistrzowa - dawna miłość głównego bohatera, ciemne i „jasne” charakterki, które miały dodać smaczku całej historii. Wszystko może i miałoby jakiś smak gdyby nie pomysł autorki na wplątanie całej opowieści w zamieszki polityczne i strajki czarnoskórych walczących o swoje prawa. Momentami miałam wrażenie, że ja nie czytam kryminału tylko jakiś reportaż o strajkach, walce i dziwnych zamieszkach.  Poprzez zbyt, moim zdaniem, szczegółowe opisy miejsc, sytuacji i zdarzeń związanych nie z samą akcją a właśnie z zamieszkami i teoriami politycznymi, autorka sama zepsuła swoją książkę, która stała się nudna i strasznie nużąca.

Jedno, co mnie urzekło w tej książce to jej okładka. Wydawnictwo pięknie oprawiło tę historię. Dotykamy czegoś, co przypomina teksturę zamszu, wypukłe literki dodają temu jeszcze więcej uroku a kolory sprawiają, że z pewnością nikt nie przejdzie obojętnie obok tej książki.  

Zawiodłam się, spodziewałam się opowieści, która pochłonie mnie bez reszty, a otrzymałam coś zupełnie innego. Mimo wszystko może to tylko moje subiektywne odczucie i ktoś inny odkryje w tej książce wspaniałą i porywającą historię, która mnie ominęła. 



Książkę  zrecenzowałam dzięki serwisowi na kanapie

sobota, 29 stycznia 2011

Babiniec

Jestem fanką „Wysokich Obcasów” tych z Wyborczej od lat. Nie wyobrażam sobie soboty bez najnowszego numeru WO. To mój nałóg i nie zamierzam z niego rezygnować. Miłość aż po grób mój albo WO.

Na łamach WO ukazują się portrety różnych ciekawych Kobiet. Redakcja postanowiła zebrać wybrane z nich, sama nie wiem jak !? chyba losowo, w jednej pozycji książkowej nadając jej niesamowicie wymowny tytuł „ Kobiety, które igrały z Bogami”. Drogie Panie, która z nas nie igrała z Bogiem? Która z nas nie użyła chociażby raz w życiu dziwnego przekrętu, wykrętu tylko po to, aby podbić męskie serce? Która z nas nie marzyła skrycie o księciu z bajki, cichym i pokornym ;)
Redakcja Wysokich Obcasów na 268 stronach zawarła portrety 17 wspaniałych Kobiet. Każda z nich ma swoją historię życiową, każda z nich ma swój bagaż doświadczeń. Nie sposób jest je do siebie porównać, ale nasuwają się pewne podobieństwa, niezależnie od epoki, stanu cywilnego, czy tez piastowanego stanowiska, te Kobiety kochają życie, doceniają je prędzej lub później i wtedy zdają sobie sprawę ile radości może nieść życie. Wiele z nich posiada męża, kochanka, nawet dwóch albo i trzech do tego dzieci a przy okazji posiadają pasję, dzięki której całe życie nabiera sensu.
Niemal na bezdechu czytałam o najgorszej światowej śpiewaczce Florence Foster-Jenkins. Byłam dla Jej uporu, samozaparcia i siły gotowa bić pokłony gdyby tylko jeszcze żyła. Pewnego razu w taksówce owa Kobieta, mająca wtedy 75 lat, po prostu krzyknęła Aaaa!!! Taksówkarz spowodował wypadek, Jej nic się nie stało, ale przy okazji wypadku odkryła, że może śpiewać górne F. Podarowała w podziękowaniu taksówkarzowi pudełko cygar. Ludzie na Jej koncertach zaśmiewali się do łez z powodu beznadziejnych wykonań, jakie Ona prezentowała, nie mniej jednak zazwyczaj był problem z wolnymi miejscami, brakowało biletów.  Niesamowita historia.
Z pewnością na długo zapamiętam także portret Agnieszki Wójtowicz-Vosloo, urodzona w Warszawie wspaniała scenarzystka, niestety mieszka w Nowym Jorku. Opowiada ona jak przy okazji tworzenia filmu odwiedzała kostnice przy Wall Street. Pewnie nie spodziewała się tam ruchu podobnego jak na ulicy, nie mniej jednak nie spodziewała się, że to miejsce będzie wyglądało jak śmietnik. Podziwiam Kobietę także za pasję i zapał, nie wiem czy ja miałabym na tyle odwagi, aby spędzić swój wolny czas w prosektorium, tylko po to, aby spełnić swoje marzenia i stworzyć na ten temat film. 

Zawsze jak mam do czynienia z takim „Babińcem” jak w przypadku „Kobiet, które igrały z ogniem” jestem dumna z faktu, że jestem Kobietą. 100 lat temu, 200 a nawet 300 Kobiety wiedziały, że mają siłę, tę ukrytą, tę, dzięki której mogą być podziwiane i kochane. To właśnie Kobietom ciągle są dedykowane wiersze, nadal Kobiety są muzami dla najwspanialszych twórców, malarze tworzą przepiękne obrazy z Kobietą w roli głównej. Drogie Panie nie zmieniajmy się, … bo, po co? 

Książkę  zrecenzowałam dzięki serwisowi na kanapie
-------------------------------------------

Przypominam Drodzy Odwiedzający, że można zdobyć zakładkę. Szczegóły tutaj



poniedziałek, 10 stycznia 2011

Porozmawiałam z .... facetami

Dorota Wodecka znana jest przede wszystkim, jako dziennikarka.  Mnie Jej nazwisko kojarzy się od razu z Gazeta Wyborczą, Wysokimi Obcasami i z Męską Muzyką. Myślę, że takie skojarzenia ma bardzo wiele osób, bo nie sposób nie znać tej Pani, jeśli co tydzień rano biegnie się po nowe Wysokie Obcasy zazwyczaj w tenisówkach na szczęście. 

Pani Wodecka zebrała w jednym miejscu wspaniałych mężczyzn. Tych, którzy są bardziej lub mniej popularni, nie mniej jednak wbrew pozorom Oni wszyscy mają coś do powiedzenia. Ja osobiście uwielbiam rozmowy z mężczyznami. Dlaczego? Jakkolwiek to zabrzmi ….. uważam, że Facet odpowie konkretnie i nie ważne czy spotykam się z Nim na kawie czy na drinku. Zawsze mogę liczyć na szczerość, otwartość Jego umysłu, (bo mój po paru drinkach może się zamknąć) i co najważniejsze! nie będzie owijał w bawełnę, ubarwiał ani koloryzował.

„Mężczyźni rozmawiają o wszystkim” to doskonała wędrówka między różnymi typami osobowości, między różnymi zawodami, między odmiennymi formami męskiej wyobraźni, między ich marzeniami, spostrzeżeniami i opiniami nie tylko na temat kobiet.
Nigdy nie uwierzyłabym, że Facet w pytaniu o kobiecy biust nawiąże do mózgu, a raczej wspomni o jego braku i „strasznej stracie” ludzkości, ponieważ do tego organu nie da się wszczepić silikonu. Tak właśnie rozpoczął rozmowę pan Jerzy Pilch.
Z panem Miodkiem rozmawiałam dwa razy, nie mogłam „przejść do kolejnego stolika” no po prostu zachwycił mnie swoimi słowami, ich doborem i treścią w nich zawartą. Sam mówi, że „z relacji wielu kobiet wie, że mężczyzna atrakcyjnie mówiący działa na kobiety”. No działa panie Janie, działa - co Pan udowadnia w każdym swoim słowie.
Z wielką ciekawością czytałam pana Marka Bieńczyka, który otwarcie mówi o swoich potrzebach i odwadze nie posiadania dzieci i o tym, że można „panikować z nadmiaru uczuć”.
Poznałam też postać pana Wiktora Osiatyńskiego, który jest prawnikiem a dla mnie ten zawód zobowiązuje do powagi i prawości …. dzięki paru chwilom spędzonym z panem Wiktorem zrozumiałam, że przecież to też jest Facet, który myśli, czuje i chce a nie tylko czyta te przeróżne dziwne paragrafy. Przyznał się, że nawet raz miał ochotę na romans …. Nie wielu zdobyłoby się na tyle odwagi, by publicznie o tym powiedzieć. Podziwiam.

Książkę polecam kobietom, żeby wreszcie zrozumiały, że faceci potrafią rozmawiać nie tylko o damskich tyłkach, samochodach i piłce nożnej …. Polecam ją także mężczyznom, żeby dostrzegli, że jednak da się przeprowadzić zupełnie normalny dialog z kobietą, taką samą jak ta, która codziennie wita was w domu i prosi czasami o chwilę konwersacji. 


Książkę  zrecenzowałam dzięki serwisowi na kanapie

Serdecznie dziękuję.



Drodzy Odwiedzające ... a raczej Drogie Odwiedzające czy Wy także lubicie rozmawiać z mężczyznami? a jeśli tak, to o czym najchętniej?

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Małe m :)

Zupełnie inaczej planowałam sobie świąteczne czytanie ... miałam mieć dużo czasu, miałam zająć kanapę przy choince, miałam rozkoszować się słodkim lenistwem z książką. Nie wiele wyszło z mojego planowania, starałam się jak mogłam wyrywać jakieś wolne chwile na książkę, ale nie było ich tyle - tych chwil, ile faktycznie bym chciała. 
Czytając rożne blogowe i portalowe recenzje postanowiłam wziąć się za Klub Matek Swatek, co widać obok ... ale nie doczytałam jej jeszcze, więc recenzji nie będzie. Chciałam tylko powiedzieć po cichutko, że jest świetna, można zapomnieć się i śmiać ;) ale więcej już zaraz ... jak skończę czytać.


Dziś recenzja książki, którą przeczytałam jakiś czas temu. Będzie jednak pasowała do świątecznego nastroju, jaki pewnie jeszcze gdzieś tam w nas pozostał :) Czego oczywiście Wam Drodzy Odwiedzający i sobie tez życzę, oby ten nastrój pozostał na długo.

„Miłość przez małe m” to opowieść o drobiazgach dnia codziennego, na które nie zwracamy uwagi a „niechcący” to właśnie one mogą okazać się bardzo ważnymi w naszym życiu. Czytając tę książkę miałam wrażenie, że zostałam obdarowana przepiękną bajką, taką w wydaniu dla dorosłych. Doskonale wiedziałam, że wszystko będzie dobrze, że tutaj nie może wydarzyć się nic złego i dzięki temu miałam poczucie spokoju, co sprawiło, że czytanie okazało się niesamowitą przyjemnością.

Głównym bohaterem jest Samuel, singiel 37latek, akademicki nauczyciel literatury, który prowadzi bardzo ustabilizowane i monotonne życie. Typ totalnego samotnika, żadnych przyjaciół, znajomych, życie towarzyskie poniżej kreski, ogranicza się jedynie do sporadycznych spotkań z siostrą. Pewnego dnia, w magicznym czasie noworocznym na progu Jego mieszkania pojawia się „potwór” w postaci małego kotka. Samuel wcale nie był zachwycony wizytą nieproszonego gościa, ale nie spodziewał się też jaki ciąg wydarzeń nastąpi zaraz po tym jak kot u Niego zamieszka. Poznaje swojego sąsiada, mieszkającego piętro wyżej Tytusa, następnie spotyka swoją miłość z lat dziecinnych – Gabrielę, a w międzyczasie zaprzyjaźnia się także z dziwnym typem przesiadującym w kawiarnianym ogródku o imieniu Valdemar. Te wszystkie postacie w dziwny aczkolwiek smakowity i jednocześnie magiczny sposób mają wpływ na losy Samuela, którego samotność nagle staje się „bardzo zatłoczona”. Ciąg przeróżnych zbiegów okoliczności zmienia nie tylko życie naszego bohatera, ale także Jego sposób patrzenia na świat. Wbrew pozorom historia miłosna staje się tłem całej powieści o tym wszystkim, o czym w pędzie dnia codziennego zapominamy. O przyjaźni, rozmowie, potrzebie bycia z drugim człowiekiem i o tym, że najmniejsze drobnostki dnia codziennego dla drugiego człowieka mogą znaczyć bardzo wiele, niewyobrażalnie wiele.

Nie sposób nie zwrócić uwagi na okładkę tej książki. Jest tak ciepła i miła, że chciałoby się ją przytulić. Bardzo pasuje do treści, formy i całej zawartości, nie mogła być lepsza, nie mogła być inna, po prostu pasuje idealnie. Nie mniej jednak Ci, którzy oczekują kociej opowieści zawiodą się, kotek jest tylko deserem w całej zawartości i tak jak lekko wystawia łebek z buta, dokładnie w taki sam sposób ukazuje się w całej powieści, tak jakby przez przypadek.
Podsumowując książkę można zaliczyć do udanych zważywszy na fakt, iż autor jest młodym pisarzem, a powieść tego typu jest pierwszą w Jego dorobku twórczym. Dwie poprzednie książki różniły się tematyką od „Miłości przez małe m”, być może Pan Francesc Miralles jeszcze nie raz zaskoczy nas jakąś magiczną historyjką.
Polecam z czystym sumieniem każdemu, kto jest chętny na chwilę oddechu przy miłym czytadełku.

Książkę dostałam od serwisu www.nakanapie.pl jako egzemplarz recenzyjny, za co bardzo dziękuję. Dzięki temu tuż przed samymi Świętami przypomniałam sobie, że warto rozejrzeć się dookoła siebie i dostrzec tych, którzy pozornie nie zasługują na naszą uwagę.